wtorek, 25 lipca 2017

le chien

(internet)

psinko przynieś patyk!... lato, spacerujmy  pod ramię... aport!... zielone na zielonym z zielonym tłem... piesku nie skacz!... poproszę kawałek tortu malinowego...  siad!... usiądźmy na kawę... podaj łapę! czy mogę prosić cię o rękę?... daj głos! powie pani coś?...  dlaczego warczysz?... powróżę pani z fusów... chcesz smakołyczka?... przyszłość nie będzie wspólna... waruj! przypilnujesz dla mnie miejsca tego obok siebie?... leżeć!... połóżmy się na trawie...  śniło mi się... to był sen, w którym miałam psa... to był prosty sen... było lato, takie jak wczoraj i dziś... cukiernia, jak ta z dzieciństwa... to był sen z cyganką w idealnym miejscu i czasie... sen z psem na smyczy... sen na kocią łapę... 

środa, 25 stycznia 2017

...

(montserrat gudiol)

masz czerwony sweter, bluzkę, spódnicę, buty… najlepszym sposobem na zimę jest kupienie letniej sukienki… sukienki uniewinniają… kupiłaś damski sweter w męskim kroju?… hej, co robisz?… nie, nie chce mi się…  myślisz, że urwanie rozmowy jest w porządku?… zimno mi  w dłonie… nie jest ci zimno?... zatroszczyłabym się o wiosnę już w styczniu… może pojedziemy na wakacje?...  boję się… odłóż druga słuchawkę… choroba jasna!... cholera jasna i jasny gwint z nieba!... jeśli dzisiaj pójdzie źle, jutro obetnę włosy… będzie ładniej… łatwiej… tylko kot ładnie wygląda śpiąc w fotelu… jaki jest twój ulubiony kolor? 

niedziela, 17 lipca 2016

le village

(margaret bobb)

wieczory pachniałyby ciepłem… zrywałabym maliny, truskawki, czarne porzeczki i poziomki… dookoła domu kolejno kwitłyby forsycja, bez i jaśmin... w ogrodzie rosłyby mięta, lubczyk, oregano, majeranek, tymianek i bazylia… szczypiorek, sałata, buraczki… groch i fasola wspinałyby się hen… nie, nie kosiłabym trawy… dziko zdobiłyby ją stokrotki, fiołki, niezapominajki, koniczyna i mlecze… kotek polujący na zielone źdźbła... hodowałabym jedną owcę i jedną kozę, dwie gąski i kurki zielononóżki, a i kogut by się przydał… szczęśliwy dom ten, w którym myszy i pająki są… i gniazdo bocianie... czerpanie wody ze studni życzeń… zawiesiłabym huśtawkę na drzewie… dziecięcy stateczek z orzechowej łupinki zatonął w przydrożnej kałuży... a w dali widać dachy drewnianych chałupinek... kołtunią się zapachy gleby, drewna i siana... w refrenie wrastania korzeni w ziemię słychać cerkiewne modlitwy... brzęczą muchy... trzeszczy radio, trzeszczy drewniana podłoga, trzeszczy rzeczywistość… trzeszczą kroki biednego powsinogi... a kapelusz byłby słomkowy... 

wtorek, 10 maja 2016

l'or


linki:

w złotych  latach międzywojennych złote dziewczyny tańczyły swoje eldorado…  złote ptaki wylatują ze złotych klatek po złote runo obszyte cekinami… w złotej ramie reflektorów teatralnych tańczymy artefakty nadgryzione złotym zębem czasu…  lecz nie wszystko złoto, co się świeci uwiecznione w złotej sepii… złote nici podszytej nimi historii pękają w krzyku… 

wtorek, 3 maja 2016

l'orange

(danny mcbride)


ostatnio moją metryczkę rozszyfrowuje się poprzez rodzaj kupowanego przeze mnie wina… poza tym jestem czterdziestoma ośmioma kilogramami pomarańczy… wpatrywałam się w pomarańczowy księżyc niczego nie oczekując, a otrzymując przypływ soczystej radości… chociaż przegapiłam moment rozkwitu forsycji… przeforsowałam dwa miesiące… kątem oka kwitną bzy… jeśli stoję wyprostowana, to naprzeciwko łucznika, oparta o drzewo z pomarańczą na głowie… zawiązane oczy wyostrzają pozostałe zmysły... małe kropelki na czole podsycają pamięć zmysłów… czuję znowu nagły zapach drzew po deszczu z kraju, w którym tak rzadko pada… higiena wspomnień redukuje brud bieżących myśli… stado baranów i chór ruchowy muszą mieć jednego przewodnika… zmiany kierunków generują zmiany prowadzących… oddawanie przywództwa ku wiośnie i zieleni… nie potrafiłam się w jej spokojach odnaleźć dopóki nie spotkałam pewnych zielonych oczu… tak pełnych energii… ostatnio noszę okulary w kolorze morskich wakacji i wspomnienie słońca na talerzu… skweru dojrzałych pomarańczy...